Mistrzowie schematów

        Znacie ten wzorzec? Dwoje ludzi zakochuje się w sobie. Jest chemia i przyciąganie, są marzenia i wyobrażenia. Mijają 2 lata (mniej więcej). Zaczynają się problemy. On uważa, że to jej wina, ona, że jego. Rozczarowani, zniesmaczeni szukają lepszego życia gdzie indziej skoro ten związek przyniósł tyle bólu. Pojawia się nowa osoba i dokładnie ten sam scenariusz. Chemia, przyciąganie, nadzieja, czas, problemy, dół, rozstanie. Ćwiczymy to w swoim życiu, ćwiczyli to nasi przodkowie, nasi znajomi. Czy dochodzimy do jakiś wniosków czy raczej do sprawności w zakresie większej częstotliwości powtarzania scenariuszy?

     Tymczasem gdy uda się głębiej sięgnąć w poszukiwaniu sensu tych zdarzeń, można odkryć wymiar nie dostępny mistrzom powierzchownego życia.

         Spotyka się dwoje ludzi, z całą swoją historią, specyficznymi programami przekazanymi przez ich rody, narody, kultury, religie i szkoły. Jednakże chemia, która się między nimi pojawia wskazuje na pewne podobieństwa oprogramowania, które noszą. Są kompatybilne, co powoduje zaiskrzenie. Po pierwszej fazie zauroczenia, zakochania, kiedy nie widzimy drugiej osoby taką jaka jest, tylko postrzegamy ją przez pryzmat chemicznej mgły emocjonalnej, utkanej z wyobrażeń i iluzji, z wiary, że spełnia lub wkrótce spełni nasze oczekiwania, pojawiają się przebłyski prawdziwych cech. Dostrzegamy objawy realizowania przez drugą osobę jakiś absurdalnych programów. I to nas złości, przestrasza, nudzi, obrzydza, frustruje. Pojawia się cała gama niskowibracyjnych emocji. W tęsknocie za poprzednio odczuwaną euforią i przyjemnością poszukujemy nowych źródeł tychże uciekając od brzydko pachnących emocjonalnych dołów. Rozglądamy się za nową osobą, nowym środowiskiem w nadziei, że ofiaruje nam piękniejszy stan. To typowe zachodnie rozumienie przyczynowości wynikające z błędnego postrzegania świata, wynikające z propagowanych programów, dostępnych już od najmłodszych lat życia.

Jak więc nie popadać w schemat?

       Jest jedna droga, która prowadzi do osławionego szczęścia, za którym tak podążamy – to droga w głąb siebie. To odkrycie, że świat zewnętrzny, wydarzenia, relacje, osoby – wszystko co nam się przytrafia odzwierciedla wyłącznie nasze wnętrze. Jeśli nie chcesz aby świat pokazywał Ci niefajną zawartość, to przyszedł czas aby się nią zająć. To wymaga pewnego poziomu odwagi ponieważ najpierw odkryjemy w sobie brzydkie zapachy niskowibracyjnych emocji, pewnych bezsensownych programów, odrażających intencji i nawyków. Wygodniej nam było oskarżać świat, a samym pozostawać w lepszych kolorach lub ewentualnie w wygodnej pozycji ofiary.  Tutaj przychodzi czas na dojrzałość, to znaczy świadomość. Jeśli nie dostrzeżemy zabrudzeń, to nie będziemy mogli ich usunąć. Tą zasadę efektywnego sprzątania każdy zna. Jeśli chcemy niedowidzieć i wmawiać sobie, że kubek jest czysty, to będziemy pić z brudnego kubka, a nawet poczęstujemy gościa podając ciasto na brudnym talerzyku. Prawda, że nie warto niedowidzieć? Dlatego wolimy włożyć okulary i porządnie posprzątać. W podobny sposób możemy odnieść się do naszego wnętrza, gdzie uzbierało się sporo zaśmiecających nas programów przyozdobionych cudzymi ideami. Te programy, wzorce, które rządzą naszym życiem, to nie jesteśmy my. Przyjęliśmy je z powodu naszej niewinności, bardzo często w dzieciństwie. Wyłonienie ich na światło dzienne świadomości pozwala nam pracować z nimi i pożegnać te, które nam nie służą.

        Tego typu praca przebiega wyłącznie ze sobą samym, a jednocześnie dzięki zewnętrznym wydarzeniom, bo przecież gdyby nie one, nigdy byśmy nie zastanowili się chwilę i nie zadali pytania: O co chodzi? Dlaczego mnie to spotyka? Dlatego możemy być wdzięcznymi za trudne doświadczenia, bo pozwalają nam wytropić coś we własnym wnętrzu.

      A kiedy udaje nam się przepracować jakiś niekorzystny wzorzec, uwaga, czeka nagroda. Nie robiąc nic w zewnętrznym świecie, nie podejmując akcji, wydarzenia same się zmieniają. To wygląda na cud. I zanim to zrobisz, nie uwierzysz, że jest to możliwe (to też program zachodniego świata, który wbił nam przekonanie, że tylko działanie na zewnątrz coś zmienia).

      Dlaczego praca wewnątrz zmienia zewnętrze? To prosta zasada fizyki kwantowej, która wyjaśnia naturę falową świata. Częstotliwość drgań energii determinuje materię. Jeśli będziemy wibrować innym rodzajem myśli, przekonań - zmienimy rzeczywistość. Niby wszyscy znają powiedzenia, w których ukryta jest ta wiedza np. „Biednemu wiatr w oczy.”, „Nieszczęścia chodzą parami.”, „Na pochyłe drzewo kozy skaczą.”, „Bogatemu to i byk się ocieli.”, ale czy uczymy się?

      Zachęcam do zgłębiania kwantowej natury wszechrzeczy, do sięgania do wewnętrznego klejnotu, którym jesteś, do odkurzania go z naleciałości, aby lśnił swoim pięknem i mocą.

https://www.youtube.com/watch?v=oCimXVSaKnU&feature=youtu.be