Destrukcja czy witalne życie

Urodziłam się, a następnie szybko nabawiłam się słabego zdrowia. Niby przez splot niekorzystnych okoliczności związanych z czasem, warunkami, miejscem życia oraz wpływem relacji w najbliższym otoczeniu. Zapewne wystarczająco dużo wydarzeń mogących wpływać na moje poczucie nieszczęścia i rezygnacji. Jednakże nic się nie dzieje bez znaczenia. Ja odkryłam znaczenie mojego życia, moich doświadczeń. Dokonałam także wyboru pomiędzy rezygnacją, frustracją, a aktywacją wszystkich moich talentów jakimi zostałam obdarzona w celu wykreowania zmiany.

Jestem przekonana, że takich historii jak moja, jest wiele. Miliony ludzi staje przed wyborem. Niektórzy wybierają działanie lub niedziałanie (to też wybór) na rzecz destrukcji lub na rzecz życia w najbardziej witalnej, niezawisłej formie. Każdy z nas zetknął się, dotknął, poczuł różnicę pomiędzy dwoma krańcowo różnymi przejawami życia. Destrukcja jest wpisana niemal w fizjologię człowieka, odrodzenie także. Każda równowaga jest niezbędna. Tylko miara tej równowagi została zgubiona. Wielu ludzi oscyluje w przedziale destrukcji. Generuje destrukcyjne myśli i emocje, które stwarzają destruktywną rzeczywistość. Bardzo łatwo można poznać osobę, która wybiera destrukcję - lubi walczyć (o coś, za coś, dla idei), lubi kłócić się, wysyła zawistne spojrzenia, jej ruchy i gesty są wrogie, jej słowa są przesycone jadem i wcale nie musi krzyczeć aby smród tej energii którą wysyła rozszedł się wokoło. Taka toksyczna osobowość ma swoje toksyczne korzenie w zatrutym organizmie. Jej tolerancja na dużą porcję chemii jest wysoka, aczkolwiek nie wieczna. Powoli sama zatruwa się swoim jadem i w końcu choruje najczęściej na nieodwracalne choroby.

Osoba, która wybiera życie w boskim przejawieniu akceptuje odmienne poglądy innych osób, widzi przyczyny różnych zaburzeń i w związku z tym stara się nie oceniać, uważa na słowa, aby nie ranić, ma dostęp do swojego sumienia i wyczuwa miarę energetyczną wszelkich poczynań i zdarzeń, stara się balansować na wyrównaniu energetycznym, aby nie uzależniać się ani nie pozostawać w izolacji oraz nie stwarzać negatywnych konsekwencji.

Zatem przemierzamy w życiu te dwie strony wahadła, w różnym natężeniu i czasie, pozostając w każdym miejscu tej drogi na trochę lub dłużej. Ten ruch zależny jest od naszej wolnej woli - danej każdemu człowiekowi. Możemy zadecydować, że będziemy tworzyć życie zamiast je niszczyć. Początek tej decyzji rozgrywa się w naszych wnętrzach. I działania z nią związane dotyczą również naszych wnętrz. Nie świata zewnętrznego. Uwaga! To iluzja, że możemy zmienić świat zewnętrzny nie zmieniając naszych wnętrz. Zatem decydujemy o naszym wnętrzu. Aby było witalnym życiem należy zaprzestać destrukcji naszego wnętrza. Najpierw trzeba rozpoznać co go niszczy. Rozpoznanie przebiega w intymnej łączności z własnym wnętrzem, jego reakcjami, odczuciami. Organizm ciągle nam komunikuje co mu szkodzi. Złe samopoczucie jest komunikacją aż nadto wyraźną. Umysł może podpowiedzieć całe mnóstwo argumentów niwelujących komunikaty z ciała ponieważ nasze umysły od wieków programowane są na destrukcję i zaczęły wierzyć, że taka jest rzeczywistość. Ale ciała żyją w swoim zaplanowanym życiu w znacznej części niezależnie od programów umysłu dlatego szybciej właśnie tam możemy odnaleźć prawdę. Oczywiście umysł i ciało są we wzajemnej łączności, ale to jest też dobra informacja, że szanując sygnały z ciała i podążając na jego prawdą możemy kształtować umysł niezależny od programów świata zewnętrznego.

Szanujmy więc swoje ciało bacząc na każdy jego sygnał. Wprowadzajmy jedzenie, które mu służy, a nie dlatego, że przyświeca żywieniu jakaś idea np. tradycji, nowoczesności, mody, czy wiedzy, która została objawiona w reklamie, artykułach i filmach. Oczywiście wiedza może nam pomóc tylko wtedy gdy ciało zaakceptuje to rozwiązanie. Na przykład możemy przeczytać o doskonałych właściwościach czarnuszki i pić olej lub jeść ziarna, ale niektóre organizmy zareagują alergią na ten przeciwalergiczny produkt. Niektórzy mogą mieć mnóstwo argumentów na temat zdrowotnych właściwości kasz bezglutenowych, ale są organizmy, które nie będą trawiły ziaren i tego typu węglowodanów, który jest w kaszach. Bądź uważny.

Zauważ jak wpłynie na Twój organizm pobyt w lesie. Może akurat pyli sosna i na ten moment organizm zareaguje źle, ale nie jest to wyznacznik przyszłości, bo być może już w kolejnym roku Twój stan zdrowia poprawi się do tego stopnia, że pyłki sosny będą lecznicze dla Twojego układu odpornościowego. Absolutnie nikt nie może wyrokować o Twoim organizmie. Może podpowiedzieć Ci co sprawdzać, w jakim kierunku, ale tylko Ty sam możesz dokonać rozpoznania.

Jeśli przez dłuższy czas czujesz się źle, męczy Cię osłabienie, nerwowość, zaburzenia snu, bóle itp należy zwiększyć czujność śledczą i otoczyć siebie szczególnie troskliwą opieką. Wyrzucić szkodzące pokarmy, nawyki, używki, zadbać o dobrostan (odpoczynek, radość z przyjaciółmi, sauna, ćwiczenia, pobyt na łonie przyrody...) Nikt Ci tego nie ofiaruje, jeśli Ty sam o to nie zadbasz. Jeśli myślisz, że jest inaczej stawiasz się w decyzji rezygnacji i destrukcji. Tak popularna choroba nowotworowa jest nagromadzeniem destrukcyjnych komórek, których system odpornościowy (nasz przyczółek witalnego życia) nie usunął z powodu swojej niewydolności. Możemy latami zbierać zmutowane komórki w swoim ciele nie czując wyraźnie, że oto narasta w nas destrukcja. Oczywiście, że ciało wysyła do nas subtelne sygnały złego samopoczucia, ale najczęściej zagłuszamy to kawą, lekami chemicznymi i zaprogramowanymi przekonaniami. Kiedy decydujemy się jednak zadbać o swoje wnętrze musimy wzmocnić nasz przyczółek witalnego życia - system odpornościowy, aby uaktywnił się i posprzątał nagromadzoną destrukcję. Jeśli długie lata nosiliśmy obce białka w postaci kolonii wirusów, bakterii, grzybów i pasożytów, to mogły one wejść w mutacje z naszymi białkami i doprowadzić do chorób autoimmunologicznych. Dlatego immunizacja powinna być stopniowa i z baczną obserwacją reakcji ciała. Odpowiednia dieta dostosowana do organizmu może spowodować procesy sprzątania toksycznej zawartości nie tylko ciała ale także umysłu. Czasami dodatki w postaci wody utlenionej czy nanocząsteczek srebra i złota mogą pomóc wyeliminować nadmiar patogenów, aby osłabiony układ odpornościowy mógł, przy mniejszej ilości czynników destrukcyjnych, uaktywnić się i poradzić sobie z odpowiednim do wydolności poziomem obcych białek.

Ważne abyśmy zwrócili uwagę na nasz system nerwowy. W badaniach biorezonansu widzę częsty przypadek nerwicy wegetatywnej. Nasze życie obfituje w tak wielką dawkę stresu egzystencjonalnego i relacyjnego, że wchodzimy w nieprzerwany tryb nadreaktywności. Możemy świadomie już nie rejestrować, że jesteśmy w stałym pobudzeniu emocjonalnym. W ten sposób wyczerpują się nasze ośrodki hormonalne. Konieczne jest zrelaksowanie systemu nerwowego na przykład klawiterapią. Jeśli wiesz co Cię relaksuje, koniecznie zaplanuj sobie taki reset napięcia, inaczej doprowadzasz system hormonalny do destrukcji. Nie muszą to być tylko drogie rozwiązania, być może to delikatne ćwiczenia rozciągające dadzą Ci odczucie przyjemności i zredukują destrukcyjne myśli. Joga lub ćwiczenia Alexandra Lowena na rozładowanie napięć są w zasięgu Twojej decyzji.

Być może czujesz się w pułapce, bo widzisz, że organizm lepiej czuje się kiedy dajesz mu dużą porcję warzyw, ale wiesz, że warzywa mają mnóstwo pestycydów, które zatruwają ciało tworząc ksenoestrogeny. Jedz zatem kapustę, brokuły i kalafior, które neutralizują ksenoestrogeny zamiast ograniczać spożycie warzyw powołując się na tezy umysłu. Wyważ w czym jest destrukcja, a w czym witalne życie. Póki mieszkasz w mieście prawdopodobnie będziesz potrzebować dobrych suplementów aby zrównoważyć niedobory i nadmiary związane z destrukcyjnym trybem życia. Ale wcale nie będą Ci potrzebne żadne suplementy jeśli będziesz wiódł sielskie życie na wsi, uprawiał swoje warzywa na swojej odpowiednio nawożonej ziemi, mieszkając w zdrowym domu w samym środku zjonizowanej ujemnie natury, z dala od smogu elektomagnetycznego.

Bycie zmianą, w stronę witalnego życia, która zadziewa się w naszych wnętrzach, generuje inne reakcje, inne myśli i inne działania. Tak właśnie stwarzamy świat zewnętrzny - nie odwrotnie.

Dlatego jestem promotorką takiego podejścia poprzez osobistą odpowiedzialność za własne wnętrze. Za rozpoznanie czy podążamy za witalnym życiem, czy za destrukcją. Bardzo bym chciała aby był pokój i w naszych sercach i na ziemi. Twórzmy go w sobie rozwijając zdrowy stan ciała, umysłu i ducha. Zamiast aktów destrukcji czyńmy życie.

Z pozdrowieniami Anna Nell