O zapachu własnym

O zapachu własnym.

Dyskutujemy w życiu i w internecie na miliony tematów. Wytwarzamy argumenty i dowody. Jaki by to nie był temat - znajdą się zwolennicy i przeciwnicy, często zwolennicy stają się potem przeciwnikami, a przeciwnicy zwolennikami... W tej hiperaktywności umysłowej stwarzamy sobie złudzenie prawdy i fałszu. Wiekszości umyka to, co jest istotą ludzkiego życia - energia emitowana przez istnienie. Cokolwiek robimy, jajakolwiek nasza aktywność - także umysłowa - zabarwiona jest częstotliwością energetyczną. Jeśli ktoś widzi i słyszy - odczyta z jakim istnieniem ma do czynienia. Energia jest jak gaz - może śmierdzieć lub zapachnieć jak cudowne kwiaty. Niektórzy w czasie dyskusji nad tematem (a już wiadomo, że treść tematu jest nieważna) wydalają istne złoża smrodu. Barwią swoj gaz agresją, ironią, zawiścią, nienawiścią, arogancją, poniżaniem, wyśmiewaniem, wulgarnością, perwersją i  innymi modalnościami niskich częstotliwości. Kto ma nos - ten czuje, i żadne mądrości, wiedza, racja czy inne podobne iluzje tego nie przykryją. A jeśli komuś udaje się emanować pachnące wonie (a poczuje tylko ten, który ma nos odblokowany) to znak, że wiele już smrodu przeszedł w swoim życiu i pomimo to, albo właśnie dlatego, wybiera przyjemniejsze zapachy. Wybiera emanować. Czego sobie i Wam życzę.