Odnajduję Ciebie Siebie

Życie postrzegam jako proces przywracania swoich duchowych cząsteczek. Odnajduję je w drobnych momentach, kiedy dociera do mnie fala Twej potęgi. Kiedy spoza szarej codzienności zrobotyzowanych zachowań wyziera błysk w oczach, gest ręki, za którym stoi Twoje wielkie zrozumienie. Kiedy w Twoim cieple rozpoznaje ogień gwiazd, które stworzyłes. Szukam Cię każdego dnia i tęsknię. Uczę się celebrowac cuda, które stwarzasz, a które wymykają się mojemu zrobotyzowanemu umysłowi. Kiedy obdarzasz mnie jeszcze wyższą wibracją, jest mnie coraz więcej i coraz częściej Cię spotykam. A kiedy powracam do swojego zmęczenia - znów tęsknię. Lubię karmić się Tobą i być w upojeniu i rozdawać innym spragnionym, choć w limicie jakości. Chętnie dam żywej wody, lecz odmówię krwi mojej. Żyjąc w zrobotyzowanej odsłonie wciąż pamiętam i szukać nie przestaję. Znajduję się, gdy widzisz mój blask, który odbija Twoją postać. Moje imię w milionach Twoich cząsteczek. Coraz bardziej przywracam sobie Ciebie. Coraz mocniej rozpraszam swoje zrobotyzowanie. Odnajduje Ciebie w drzewach, w chrabąszczach i kamieniach, a najbardziej znajduję siebie w Tobie człowieku. Chwytam w nozdrza Twój zapach - uzdrawiam swe zapadniete płuca. Wchłaniam ciepło Twoich rąk - uzdrawiam swoją oziębłość. Przyjmuję dźwięk Twoich słów - wydaję zduszony krzyk i śpiewam. Powstaję na nowo z Ciebie zrodzona. I w Tobie jestem zawarta. I kocham to połączenie. Dopóki się znów nie rozłączę w moim zrobotyzowanym zapomnieniu.
DRZEWA Z KORZENIAMI,
BYKA Z KOPYTAMI,
CIEBIE Z CAŁYM ŚWIATEM
- biorę.
Może mój zrobotyzowany umysł chciałby więcej i może by żądał i oczekiwał, ale dostaję tyle, ile mnie w Tobie jest i ile udźwignę. I nie ja wybieram co, lecz wybieram, że przyjmuję. I staję się tym, co mi wyświetliłeś i staję się samowyświetlającym się kryształem...